Dom aukcyjny

keinsell · · 3 min czytania · Updated

DISCLAIMER: Data publikacji tego posta ma charakter orientacyjny.

Grałem w gry komputerowe z gatunku MMORPG w których znajdowałem sobie różne metody spędzania czasu wspólnie z graczami niezależnie czy były to raidy, dungeony czy zbieranie zasobów oraz rozwijanie profesji.

Spędzałem czas korzystając z wewnętrznych mechanik wymiany zasobami pomiędzy graczami, czy to przez korzystanie z kanału dedykowanego do ogłaszania rzeczy do sprzedarzy czy zdentralizowanego indeksu ofert zakupu oraz sprzedarzy.

Zaciekawiłem się rynekiem gdzie pojedyńczy zasób (np. ruda miedzi) miał wiele ofert sprzedarzy o różnym wolumenie oraz cenie, a ta często bywała zmienna - ktoś mógł wystawić sto jednostek za grosze bo mu zabrakło do zakupu innego przedmiotu, a jeszcze inny postanowił wystawić coś po cenie trzykrotnie wyższej przed wprowadzeniem zmian do gry które mogły wymagać wykorzystania takowego zasobu przez innych graczy.

Gdy miałem wystarczający kapitał zacząłem skupować surowce gdy były tanie - tylko te, na których rynek był płytki. Wystawiałem wyżej, wliczając prowizję mechaniki. Gdy ktoś wrzucał duży wolumen po cenie niższej niż moja wykupywałem i to. Cena szła dalej w górę. Nikt nie musiał mi na to pozwalać.

Asymetria kapitału nie wymagała wiedzy. Wystarczyło mieć więcej niż ktokolwiek inny w tym miejscu, w tej chwili. Reszta była administracją.

Najbardziej lubiłem surowce z niskich stref — ruda miedzi, podstawowe zioła. Wolumen duży, ceny niskie, próg wejścia mały. Gracze zbierali je przy okazji, bez szczególnego planu, i sprzedawali po czymkolwiek. Gdy podnosiłem cenę, dostawali więcej za tę samą godzinę (w rozumieniu: ilości danego surowca możliwego do zdobycia przez pewien okres czasu poprzez indywidulaną jednostkę). Nie planowałem im pomagać — tak po prostu działała ta dynamika. Każda strona brała co chciała. Na rynkach wyższych stref ten ruch nie przechodził: mniejszy wolumen, wyższe stawki, więcej graczy z kapitałem. Tam nikt nie zostawiał tanio.

Byli gracze którzy zbierali zasoby godzinami i sprzedawali je hurtem, po jakiejkolwiek cenie jaką zastali. Nie dlatego że byli głupi — po prostu grali w inną grę. Dla nich dom aukcyjny był okienkiem kasowym, nie środowiskiem. Różnica w podejściu tworzyła różnicę w wyniku, zanim jeszcze ktokolwiek podjął jakąkolwiek decyzję.

Płytki rynek ma to do siebie, że widać na nim prawie wszystko. Kto wystawia regularnie, kto reaguje na zmianę ceny, kto nie reaguje nigdy. Po pewnym czasie zaczynałem rozpoznawać wzorce nie jako dane — jako nawyki. Czyjś nawyk wyceny był moją informacją.

Gdyby ktoś wtedy narysował wykres - świeczki byłyby możliwe. Ceny były, transakcje były, czas był. Ale żadna formacja nie powiedziałaby mu, że ta jedna świeczka to byłem ja.